Ahoj Przygodo!

Mój spowiednik zawsze potrafi mnie podnieść na duchu. A to po mojej litanii grzechów uśmiechnie się i stwierdzi, że „no i widzisz, wszystko dobrze, właśnie tak w praktyce wygląda walka duchowa”, a to mnie na urlop wyśle, a to – jak ostatnio – wylaną rzekę moich frustracji, lęków i obaw podsumuje lakoniczną, „optymistyczną” nauką: „Wiesz … Pan Bóg jest jak przygoda. A jak wiadomo – co w sumie trafnie wyraził Bilbo Baggins – przygoda to znaczy: >nieprzyjemności, zburzony spokój i brak wygód<*”.

Święty spokój a pokój

Ja wiem, że w chrześcijaństwie nie chodzi o święty spokój. Naprawdę wiem. Ale co ja poradzę na to, że ta pokusa jest we mnie tak żywa?! Pokusa odwrócenia się, gdy przytłacza mnie zło, zamknięcia się w swojej izdebce na kontemplacji Piękna Boskiego Stworzenia i bycia głuchą na prośby, skargi i lamentacje otaczającego świata. Pokusa nie wchodzenia w konflikty, unikania trudnych relacji, zapominania o współodpowiedzialności za życie innych. Pokusa milczenia, gdy mówienie o wartościach wydaje się naiwnością. Pokusa wybierania najprostszych rozwiązań. Pokusa niemyślenia. I najbardziej nęcąca: pokusa nicnierobienia. Bo i tak nie warto. Pokusa świętego spokoju. Niezwykle skuteczny gaz bojowy złego.

Przyznam, że trudno mi się przed nim bronić. Muszę sobie ciągle przypominać, rozumowo uświadamiać, że w życiu nie chodzi tylko o to, by życie przeżyć. Że codzienność nie jest sumą oddechów, kalorii i wykonanych kroków. Że dni kończone konstatacją: „Uff, udało się dobrnąć do wieczora” prędzej czy później zaprowadzą mnie do piekła. Piekła zmarnowanych szans na okazanie komuś szacunku, na uczynienie dobra, na doświadczenie miłości. Do miejsca, w którym nie będę odczuwała nic świętego.

Pokój serca pojawia się we mnie wtedy, kiedy uznaję, że nie jestem w stanie i – co ważniejsze – nie muszę! zbawiać świata. Nie ja do tego zostałam powołana. Mnie powołano do kochania moich Bliskich, moich Bliźnich, mojego Świata. Sama z siebie tej Miłości nie jestem w stanie sprostać. Po ludzku nie potrafię. Ale w Nim odnajduję wskazówki, jak żyć, by żyć szczęśliwie i realizować swoje powołanie najlepiej jak to możliwie. On jest źródłem pokoju w moim życiu. Tyle, że woda w źródle ciągle płynie i – czy mi się to podoba, czy nie – tę prawdę trzeba zaakceptować.

Wszystko się zmienia

Historia Izraela, historia Bożej Miłości, cała Ewangelia – to ciągły ruch, zmiana, nieoczywiste zwroty akcji. Ta dynamika jest więc od początku wpisana w Boży zamysł, tak jak wpisana jest w istotę Trójosobowego Boga. Więc choć sama nie cierpię zmian – śmiejemy się z Najlepszym z Mężów, że pewnie dlatego tak dobrze czuję się w Kościele, gdzie wszystko toczy się powoli i w oparach kilku(set)letniego namysłu – to wiem, że one są dobre. Życiodajne. Pod jednym warunkiem. Trzeba tylko (:-)) przyjąć do duchowej wiadomości, że Bóg jest większy od wszystkiego, co nas spotka na życiowej drodze. Jemu zaufać. Zaufać w Jego moc, mądrość i Miłość. Przyjąć, że w codziennym kalejdoskopie On jest „Nieporuszonym Poruszycielem” (tak św. Tomasz za Arystotelesem). Paradoksalnie: choć zmienny, to stały 🙂

Kiedy więc w moją komfortową, bezpieczną codzienność zagląda zmiana, która burzy święty spokój, staram się przyjmować ją z pokorną otwartością. Modlę się wtedy: „wiem, że Ty wiesz, że mi się TO nie podoba, ale niech będzie Twoja, a nie moja wola”. I po chwili z nadzieją zawsze dodaję (nie umiem się tego oduczyć ;-)): „ale mógłbyś wziąć pod uwagę moje sugestie w tej materii”. Potem jednak biorę głęboki wdech, zamykam oczy i robię pierwszy krok.

Ahoj Przygodo! Ty nigdy mnie nie opuszczasz. Dzięki Tobie to życie ma sens i smak.

 

 

* Bilbo Baggins do Gandalfa, J. R.R. Tolkien, „Hobbit, czyli tam i z powrotem„, s. 9 😉

// Zdjęcie na stronie głównej pochodzi z serwisu Pixabay

 

1 thought on “Ahoj Przygodo!

  1. „Święty spokój” to nie pokusa, lecz naturalna potrzeba. Człowiek potrzebuje raz na jakiś czas stabilizacji, by po prostu odpocząć – a potrzeby odpoczynku chyba nie muszę uzasadniać. I ten okres, przeznaczony dla siebie, nazywamy „świętym spokojem”.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *