Weź oddech i zagłosuj – zgodnie ze swoim sumieniem

Być może tak jak i ja, nie masz swojego kandydata w zbliżających się wyborach. Ja nie mam. Ale ponieważ jestem katoliczką, jestem więc człowiekiem nadziei ?  Wierzę więc, że mój głos ma znaczenie. Zawsze. I w najbliższą niedzielę z całą pewnością pójdę na wybory. O wynik jestem spokojna. Dlaczego?

Będzie dobrze

Po pierwsze, usilnie staram się wierzyć w Pana Boga, a nie w ludzi. Historia uczy nas, że człowiek (niestety) zawsze prędzej czy później zawiedzie, a do tego ma ogromny talent do demolowania tego, co dobre i piękne. I – w ten czy inny sposób – zmaga się ze swoją ludzką małością, egoizmem, głupotą. Nie oznacza to jednak, że jest pozostawiony sam sobie. Jakiekolwiek kataklizmy nie przechodziły przez naszą ziemię, jakiekolwiek piekło człowiek nie uczynił człowiekowi, to nigdy nie zostaliśmy pozostawieni sami sobie. Jest Ktoś, kto jest większy niż nasze wojny i brudy. Jest Ktoś, kto się o nas troszczy, kto nas kocha bezwarunkowo, kto „jest blisko naszych spraw” i kto chce, by wszystko było jak „Trza!” 😉 A do tego ma ogromne poczucie humoru i serce przepełnione nieskończonym miłosierdziem. Dla K A Ż D E G O. Więc osobiście staram się przez życie iść z głębokim przeświadczeniem, że jakkolwiek nie będzie, to będzie dobrze. Czyli tak, jak chce Pan Bóg.

Spokojnie, to tylko polityk

Po drugie, ostatnio bardzo często myślę o tym, że byłoby naprawdę fantastycznie, gdyby w naszej polityce przestano wreszcie posługiwać się argumentem demonicznym i retoryką nienawiści. I wierzę, że prędzej czy później się wszyscy opamiętamy. Mogę się nie zgadzać (i nie zgadzam!) z łamaniem prawa, z podsycaniem konfliktów w społeczeństwie, z podejmowaniem pochopnych decyzji, promowaniem wartości czy postaw, które uznaję za sprzeczne z moim światopoglądem – ale nie zapominam o tym, że zarówno Pan Prezydent Andrzej Duda, jak i Pan Prezydent Trzaskowski to … tylko ludzie. Mają swoje wady, popełnione błędy na sumieniu, ale – na litość boską! – nie demonizujmy ich. Przecież to nie jest tak, że ich życiową misją jest doprowadzenie naszego kraju do zguby, a społeczeństwa w ramiona złego (a taką retorykę wcale nieczęsto spotykam ostatnio zarówno w moich „kościelnych” kręgach, jak i w tych, które „firmę” omijają szerokim łukiem!). Naprawdę nie sądzę, że którykolwiek z kandydatów to zło wcielone. No nie. Nie ignorujmy podłości czy głupoty. Temu zawsze trzeba się sprzeciwiać. Ale nie traktujmy przeciwników jak uosobienia tego, co najgorsze! Dawajmy rzeczy odpowiednią miarę! Polacy przetrwali rozbiory, wojny światowe, komunizm. Naprawdę chcemy dać sobie wmówić, że politycy jednej czy drugiej partii są w stanie zafundować nam Armageddon? Nie sądzę.

Państwo to ja 

Nie sądzę, bo po trzecie, myślę, że ludzie są dobrzy i w gruncie rzeczy wszyscy – i ci, którzy zagłosują na Pana Dudę, i ci, którzy zagłosują na Pana Trzaskowskiego, i ci, którzy do wyborów nie pójdą – wszyscy pragną być szczęśliwi. Szczęście to oczywiście bardzo niejednoznaczna (i pojemna) kategoria, stąd wiele naszych odmiennych poglądów, jak ten stan osiągnąć. Ale ufam, że prędzej czy później pojawią się wśród nas tacy liderzy, którzy będą potrafili nas jednoczyć mimo różnic. Zresztą już dziś widać, że są w Polsce takie jednostki, które – nie działając w polityce -potrafią z nas wydobywać dobro i motywować do łączenia wysiłków we wspólnych dziełach. I wbrew apokaliptycznym wieszczom, będę się upierać, że tacy ludzie przetrwają każdą prezydenturę, a dzieło ich życia oceni (jak nas wszystkich): historia.

Zbyt łatwo zapominamy (a na pewno zbyt często umyka to politykom i paru duchownym, którzy ambonę mylą z trybuną agitacyjną), że państwo nie jest niczyją własnością. I państwo to nie prezydent ani konkretna partia. Państwo to my. Obywatele. Ludzie – z różnymi historiami życiowymi, doświadczeniami, przekonaniami, wyznawanymi wartościami. To my je tworzymy, to my piszemy jego historię, to my w praktyce je kształtujemy. Nie w perspektywie mediowego newsa, ale w perspektywie dekad i stuleci. Głęboko wierzę w to, że w państwie, jak w Kościele – znajdzie się miejsce dla każdego. Pod warunkiem, że oprócz powtarzania frazesów o szacunku dla innego, wolności i godności jednostki ludzkiej – zaczniemy je stosować w praktyce (co – oczywiście – jest najtrudniejsze). Bo państwo jest trochę naszym odbiciem. Takim lustrem. Owszem, zły polityk u steru może zaszkodzić każdemu. Szczęśliwie jednak się składa, że żyjemy w kraju, w którym mamy wybór, mamy prawo, mamy reguły jego zmiany. I to my decydujemy, kto nas reprezentuje, kto reguluje sposób naszego codziennego funkcjonowania i prowadzi przez manowce relacji międzynarodowych. Więc idźmy na wybory, a potem zaakceptujmy ich wynik. Niezależnie od tego, jaki on będzie! Będzie przecież w ten czy inny sposób odzwierciedlał wolę Polaków. To doskonale pokaże nam, w jakiej kondycji jesteśmy i czy potrafimy szukać tego, co nas łączy, czy tylko żerować na tym, co nas dzieli.

Życie wcale nie skończy się w niedzielny wieczór. Wręcz przeciwnie. Otworzy się kolejny etap. I to od nas zależy, jak on będzie wyglądał.

 

// Zdjęcie na stronie głównej pochodzi z serwisu Pixabay

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *