Abba ho pater

W Dniu Ojca jedno Słowo, a właściwie wyrażenie, wracało do mnie notorycznie: „Abba ho Pater” – i to właśnie w tej kolejności i w tym połączeniu. W Nowym Testamencie to sformułowanie pojawia się trzy razy (Mk 14,36; Rz 8,15; Gal 4,6) i jest nie do końca zrozumiałą dla nas zbitką dwóch określeń. Biblistką nie jestem, więc się tu wymądrzać nie zamierzam, ale chciałabym podzielić się pewną refleksją, którą mnie to Słowo od kilku dni prowadzi.

Przyjęło się mówić, że „abba” – jest pełne czułości, serdeczności i zaufania. Tak zwraca się dziecko do ukochanego tatusia, do kogoś najbliższego i bardzo, bardzo drogiego. Z kolei „pater” niesie ze sobą ciężar szacunku, powagi, może nawet trochę dystansu, ale takiego dystansu wynikającego z uznania, że ktoś jest od nas o lata świetlne mądrzejszy, lepszy, bardziej doświadczony. W języku polskim ten wachlarz emocji ukrywamy pod słowem „ojciec”, ale dobrze wiemy, że słowo to może być wyszeptane z nabożną czcią, jak i wyplute z grymasem nienawiści… Bardzo mnie porusza myśl, że Jezus dokładnie tą zbitką zwraca się do Pana Boga w modlitwie w Ogrójcu, w tym krytycznym momencie swojego życia, gdzie wie, że waży się Jego los, Jego decyzja. W obliczu nadchodzącej burzy (orkanu?) Jezus odwołuje się i do tego, co w więzi z Tatą jest delikatne, jak i do tego, co wzbudza respekt. A Słowo podpowiada, że oba te wymiary są kluczowe, choć kolejność ich wypowiedzenia na pewno nie jest bez znaczenia.

Patrzyłam wczoraj na mojego Męża, kotłującego się z dzieciakami w przyparafialnym ogrodzie i nie mogłam opędzić się od myśli, jak ważne jest to, by w rodzicielstwie nie zabrakło ani ciepła, ani wymagań; ani tego, co napełnia czystą radością i ufnością, ani tego, by umieć dziecku postawić granice i pokazywać drogę, którą warto iść. Słuchałam przekomarzań i narastających śmiechów ekipy i wiedziałam, że prędzej czy później skończą się jakąś reprymendą, którą któreś z nas będzie musiało wypowiedzieć na głos, by nasze maluchy w ferworze zabawy nie zrobiły sobie lub komuś krzywdy.

Trudny to taniec rodzicielski. Pokusa bycia wyłącznie fajnym, niewymagającym towarzyszem zabaw bywa kusząca. Ale wyrażenie „abba ho pater” stawia do pionu. W krytycznych sytuacjach dziecko odwołuje się do całokształtu doświadczeń z rodzicem. I bez stawianych granic i wymagań, bez zakazów i zrealizowanych konsekwencji ich łamania – wcale nie będzie się czuło bezpiecznie i pewnie. Ot, taki paradoks. Jeden z wielu w chrześcijaństwie. Ale może właśnie dziś wart szczególnie stawiania sobie przed oczy?

Fot. Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *