Niedawno jedna z najstarszych stażem par w naszej małej grupce małżeńskiej dzieliła się tym, jak wielką trudność sprawia im nazywanie uczuć i akceptacja ich. „Ale co się dziwić, jesteśmy z tego pokolenia, któremu nikt w domu nie mówił, że go kocha ani nie rozczulał się nad życiem wewnętrznym”.
Zatrzymało mnie to stwierdzenie na dłużej…
Do znudzenia
„Kocham Cię” – to zdanie, które każde z naszych dzieci słyszy od nas przynajmniej raz dziennie. Nie boimy się, że im się ono znudzi i stanie nic nie znaczącym sloganem. Pan Bóg też je mówi codziennie i to od Niego uczymy się być w wyrażaniu Miłości hojni i nieracjonalni. Bo, że te słowa codziennie słyszane powszednieją – owszem. Jak chleb. Ale to nie zmienia faktu, że nadal sycą i odżywiają.
Każde z naszych dzieci inaczej reaguje na rodzicielskie wyznanie miłości. Nadia mocno się wtula, Iwan wyznaje prosto w oczy: „ja ciebie też!”, a Miszka chichocze zapamiętale i wystawia brzusio po gilgotki. A najstarszy, Borys, na ogół przewraca oczami i odpowiada krótko: „Wiem”. To symptomatyczne, że kiedy nasz dziesięciolatek powie na głos: „Też cię kocham, mamo!”, to mi się wszystkie lampki alarmowe zapalają w głowie. Od razu wiadomo, że stało się coś złego 😉
W tym wszystkim jednak nasze dzieci – a myślę, że ta umiejętność wśród ich rówieśników jest dość powszechna – nie mają większych trudności z rozpoznawaniem własnych emocji, ich nazywaniem i wyrażaniem. Współczesna literatura dla najmłodszych, bogactwo treningów interpersonalnych dostępnych już od przedszkolaka, internetowa popularyzacja rozmaitych stylów wychowawczych sprawiają, że swego rodzaju aksjomatem rodzicielskim stało się dziś hasło: „Nie wolno tłumić emocji”. Tyle, że takie podejście przyjęte bezrefleksyjnie bardzo łatwo prowadzi manowce. Do sytuacji, w której emocje stają się … bożkiem.
Życie
Sama widzę, jak trudno mi w znalezieniu złotego środka w moich rodzicielskich wysiłkach. Jak przyjmować emocje dzieci, by nie akceptować zachowań krzywdzących bliźniego i nie utrwalać w nich błędnego przekonania, że mogą wszystko? Czy i kiedy stawiać granice histeriom? Jak skutecznie zarządzać swoimi uczuciami, by mieć niewyczerpalne pokłady cierpliwości i łagodności? W teorii wszystko brzmi łatwo i oczywiście. Praktyka pokazuje, że uczuć nie da się upchać w zero-jedynkowy szablon.
Kiedy patrzę na Pana Jezusa, nie mam wątpliwości, że doświadczał bogatego wachlarza emocji. Z drugiej strony Jego wewnętrzny świat na ogół nie destabilizował całego otoczenia. To dla mnie pierwsza i fundamentalna wskazówka. Kiedy więc powtarzam moim dzieciom: „Emocje to dar od Pana Boga”, to często dodaję też na głos: „Z daru trzeba korzystać umiejętnie”.
I tak sobie myślę, że trudna jest sztuka chrześcijańskiego umiaru, prawda?
Fot. Pixabay
