Gdy w mediach o małżeństwie cicho-sza

Rozpoczął się właśnie Międzynarodowy Tydzień Małżeństwa – społeczna kampania, której celem jest promowanie idei małżeństwa i stworzenie w okresie walentynkowym (7-14 lutego) swoistej tradycji celebrowania tej szczególnej więzi. Nie sposób jednak nie zauważyć, że nie jest to idea warta uwagi w naszych mainstreamowych mediach. A szkoda.

Pisze się o tym, co wzbudza emocje

Mam nieodparte wrażenie, że gdyby w naszych codziennych prasówkach znalazło się choć nieco więcej miejsca dla historii pokazujących udane związki albo dla artykułów inspirujących umacnianie i budowanie wzajemnej bliskości czy pokazujących, że szare, zwykłe życie może być równie satysfakcjonujące jak to wypełnione blichtrem celebryckich insta-wydarzeń – całemu naszemu społeczeństwu żyłoby się lepiej. Tymczasem jednak z uporem maniaka śledzimy wojenki naszych polityków, deliberujemy o pandemii, z lękiem spoglądamy na sytuację międzynarodową i krajową gospodarkę. Relaks mają nam przynieść doniesienia o kolejnych związkach gwiazd czy pikantne szczegóły skandalów obyczajowych. Po skończonej lekturze co prawda rzadko kiedy czujemy w sercu pokój, radość czy satysfakcję. Raczej buzują w nas takie emocje jak złość, irytacja, wzburzenie, lęk. Ale to są przecież współczesne monety, za które sprzedajemy naszą uwagę.

Droga donikąd

„Festiwal małżeństwa” na tym tle wypada dość blado. Nie pachnie specjalnie konfliktem ani wątpliwościami. Raczej nudą i oczywistością. Zresztą, pobieżna lektura haseł wpisywanych w wyszukiwarki internetowe pokazuje, że częściej szukamy informacji o tym, jak się rozwieść niż jak utrzymać/budować/wzmacniać małżeństwo. Więc – skoro w mediach zdecydowanie częściej pisze się o tym, co negatywne – to może i powinniśmy się cieszyć, że o Tygodniu Małżeńskim cicho? No, chyba niekoniecznie … Bo przecież to, czym się karmimy – ot, choćby czytając wpisy w mediach społecznościowych – kształtuje nasz światopogląd. Jeśli więc nie trąbimy wszem i wobec o tym, że małżeństwo jest świetną sprawą, to dlaczego dziwimy się, że wokół nas coraz więcej rozwodów, a młodym ludziom nie spieszy się do formalizowania związków?

Wielka szansa Kościoła

Międzynarodowy Tydzień Małżeństwa jest akcją społeczną, a nie kościelną. Dzięki temu włączają się w nią rozmaite, świeckie instytucje. I to – w moim odczuciu – jest ogromny atut tego wydarzenia. Bo przekaz, że trwałe, szczęśliwe małżeństwo jest ogromną wartością, ma potencjał być aksjomatem jednoczącym społeczeństwo w całej jego różnorodności światopoglądowej. Przy czym Kościół może i powinien w tym temacie dzielić się bogactwem swojego nauczania.  Bo idea małżeństwa zdaje się być (także dla nas, zadeklarowanych katolików!) ciągle swego rodzaju terra incognita. O wartości rodziny i rodzicielstwa zdarza się mi od czasu do czasu na niedzielnych kazaniach usłyszeć, ale o tym, dlaczego małżeńska miłość jest sakramentem, a wzajemna wierność zadaniem na całe życie – wspomina się co najwyżej tylko na ślubnych homiliach. No, ewentualnie na katechezach przedmałżeńskich. Myślę jednak, że gdyby częściej i przystępniej mówić o unikalności, pięknie i wyzwaniach tej relacji w murach naszych kościołów, to i łatwiej byłoby wiernym ewangelizować świat przykładem swojego życia. Wiara rodzi się ze słuchania. Jeśli nikt nie będzie głosić dobrej nowiny o małżeństwie, to i nikt się nią nie zachwyci.

Jupitery na małżeństwo

Zmiana społeczna nie robi się jednorazową kampanią. Ani nawet cyklicznym, świetnie sfinansowanym i zaplanowanym wydarzeniem. Jeśli więc wierzymy, że małżeństwo jest boskie i że to takie powołanie, które warto dobrze przeżyć, to nie bójmy się o tym głośno mówić. Pokazujmy, jak budujemy naszą jedność, jak razem przezwyciężamy codzienne trudności i zmagamy się z nieuniknionymi różnicami temperamentów w związku. Szukajmy coraz to nowych sposobów budowania wzajemnej bliskości i dzielmy się z bliskimi czy znajomymi tym, co umacnia naszą relację. Bez lukrowania, ale jednocześnie z determinacją, by w naszym podzielonym świecie szukać, pielęgnować i chronić to, co nas jednoczy.

Promujmy ideę małżeństwa przede wszystkim osobistym przykładem. Ale nie zapominajmy przy okazji wspierać innych, którzy próbują przekonywać świat, że warto zachwycić się małżeńskim życiem. Bo warto. Czasem trzeba po prostu skupić wzrok na innej niż najłatwiej dostępna – rzeczywistości.

Może więc dzisiaj zamiast oglądać serial, skorzystasz z któregoś z wydarzeń przygotowanych z myślą o Tobie w ramach Tygodnia Małżeństw. Kto wie? Może poczujesz się zainspirowany do czegoś, co sprawi, że Wasze życie stanie się jeszcze pełniejsze! Spróbuj.

 

Zdjęcie główne: Bartek Wyrobek 

 

1 thought on “Gdy w mediach o małżeństwie cicho-sza

  1. Dorzucę pewną (cząstkową) odpowiedź na pytanie: dlaczego nie ogłaszamy wszem i wobec, że małżeństwo jest świetne. Myślę, że jest to w ogóle paradoksalna słabość każdego, kto w jakąś rzeczywistość, mającą głębię, wszedł na tyle, że choćby odrobinę tej głębi posmakował. O rzeczywistości pięknej, cudownej, ale też złożonej, trudnej, wymagającej, nie da się mówić w tym infantylnie entuzjastycznej tonie, w jakim celebryta (celebrytka) zawiadomi o swoim piątym związku: „tym razem z najfantastyczniejszą osobą na świecie”. Głośny, jaskrawy, bijący po oczach (i uszach) przekaz da się raczej zrobić z rzeczy płytkich.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.