Jak pączki w maśle

Dla wielu z nas poranek 24 lutego wydał się zupełnie surrealistyczny. W XXI wieku, po doświadczeniach okrucieństw i bezsensu tylu wojen, agresja jednego państwa na drugie znowu okazała się możliwa. I to tak blisko nas, na sąsiedztwie. Ale może to właśnie jest problemem, że żyjemy sobie w naszej dostatniej Europie jak te pączki w maśle i wciąż zbyt łatwo zapominamy, że pokój to nie jest coś, co się ma, ale coś, o co trzeba zabiegać każdego dnia od nowa.

Koronkowa robota

Nie mam absolutnie nic przeciwko internetowym hasztagom w rodzaju #prayforukraine czy ukraińskim flagom w klapach marynarek i na rękawach bluzek. Sfera symboliczna – zwłaszcza w dobie mediatyzacji konfliktów – ma ogromne znaczenie. Ale jednocześnie wiem, że na tym nasza osobista reakcja nie może się skończyć. I nie chodzi tylko o to, by przyjąć ukraińskich uchodźców czy wesprzeć ich finansowo. Musimy szczepić nasze sumienia przeciwko wirusowi zobojętnienia i – obawiam się – że na jednej dawce przypominającej tu się nie kończy.

Nie dalej jak w lipcu 2021 pożegnałam się z zaprzyjaźnioną Ukrainką, która po 4 latach pracy w Polsce, postanowiła wrócić do swojego rodzinnego Donbasu. Do dziś pamiętam moje zaskoczenie, kiedy powiedziała mi, że wojna tam trwa od kilku lat, ale stała się już „taka swojska, że człowiek przestaje o tym myśleć i chce wrócić do swoich”. Dzisiaj od Lary nie mam żadnych wiadomości. Nie sądzę, by obecne wydarzenia traktowała w kategorii folkloru swojego regionu. Wtedy jednak jej wypowiedź bardzo mnie zdumiała, bo o trwającym (już wtedy!) konflikcie ukraińsko-rosyjskim mówiła, jak o trwałym elemencie tamtejszego krajobrazu. Uświadamiała mi przez to dobitnie, jak łatwo nam pogodzić się ze złem, oswoić je, przymknąć na nie oko.

Myślę o tym, patrząc na zdjęcie, na którym słowo „Peace” ułożone jest z guzików, wstążek i szypułek. Zabieganie o pokój to taka właśnie koronkowa robota – w świecie konfliktów i co rusz wyłażących z nas egoizmów trzeba ciągle gdzieś coś łatać, zszywać, jednoczyć. W naszych sercach, w naszych domach, w naszych rodzinach, w naszych krajach… Ani to proste, ani gotowe na zawołanie. Niemniej, każdy z nas, wierzących, wie, że to jedyna droga (Mk 9, 50).

Remedium na znieczulicę

Pierwsze kroki na tej drodze powinno się więc podejmować przede wszystkim od siebie samego. Zwłaszcza my, ludzie wierzący, jesteśmy wezwani do tego, by ciągle i wciąż na nowo w pokorze się nawracać. Bo któż z nas nie prowadzi wojen i okupacji – czy to w relacji do samego siebie, czy do bliskich, czy do znajomych? Szczery rachunek sumienia i szukanie odbicia swojej twarzy w oczach Jezusa może bardzo uwrażliwić serce. To doskonałe remedium na bolączkę spowszednienia zła. Pokój zaczyna się od Twojej zgody z Żoną/Mężem/Siostrą/Bratem.

Warto też czujnie przyglądać się temu, czym karmimy serca swoje i swoich dzieci na tej drodze. Wśród wielu dzisiejszych zdjęć z Ukrainy, uderzył mnie zwłaszcza portret dwóch pierwszych jeńców wojennych schwytanych przez ukraińskie wojsko. Ze zdjęcia spogląda na nas dwóch młodych Rosjan. Jeden z nich wygląda jeszcze na nastolatka. Nie mogłam opędzić się od refleksji, co taki młody człowiek słyszał w swoim domu, szkole, telewizji, że zgodził się (pytanie, czy miał wybór?) na udział w tej agresji? Będę z uporem maniaka ciągle przypominać, że to, co mówimy, to, co czytamy, to, co słuchamy ma znaczenie. Zawsze ma znaczenie.

Nie dać się zaślepić

Myślę, że w tych dniach jest coś, co na pewno wiąże miliony Ukraińców i Rosjan – pytanie: „Co będzie dalej?”. Jestem przekonana, że lęk, gniew i poczucie bezsilności łączy zwykłych obywateli w obu krajach. I to jest coś, o czym warto, byśmy pamiętali my, (póki co) bierni obserwatorzy tej wojny. W medialnym huku podsycanym przez chaos dezinformacyjny bardzo łatwo przecież zapomnieć, że wojna to zło, które uderza we wszystkich w nią wciągniętych. Nie dajmy się zaślepić na krzywdę, która koniec końców dotyka bezpośrednio i osobiście pojedynczych ludzi. Ta agresja to niewątpliwy dramat wszystkich miłujących pokój – przede wszystkim po stronie zaatakowanej Ukrainy, lecz także i w narodzie rosyjskim.

Módlmy się więc o pokój i siły dla wszystkich cierpiących, a dla tych, którzy sieją zniszczenie i nienawiść – o nawrócenie. Niech nie zabraknie Ducha Mądrości wszystkim tym, którzy mają realny wpływ na obecną sytuację. Królowo Pokoju zachowaj świat od szaleństwa wojny!!!

 

Zdjęcia: Pixabay

 

6 thoughts on “Jak pączki w maśle

  1. Królowo Pokoju, wyproś pokój tym, którzy go pragną, i pragnienie pokoju tym, którzy go niszczą. Módl się za nami. Amen.

  2. Rano i wieczorem modlitwa, za dnia upowszechnianie konieczności nakładania SANKCJI na Rosję. Kto może, ten na protest – reszta do internetu!
    Pozdrawiam.

  3. Słowa ojca Tomasza Pawlika z Rychwałdu, który wiele lat spędził na Wschodzie: Sporo nadinterpretacji jest również w polskich mediach. Od wczoraj czytam rosyjskie i ukraińskie serwisy informacyjne i porównuję z polskimi. Media tak manipulują formą i treścią przekazu, że coraz mniej mam ochoty na ich słuchanie.
    Pozostaje tylko modlitwa o rozum dla tych, którzy decydują o kształcie wielkiej polityki i losach świata.
    Слава Україні!
    Героям слава!

    1. Niestety „mediatyzacja konfliktu” bardzo sprzyja nadinterpretacjom. Nie można też zapominać, że prócz wojny w realu, toczy się też wojna w wirtualu – faktyczne działania dezinformacyjne sił rosyjskich, o propagandzie nie wspominając, mają na celu sianie paniki. Nie tylko w Narodzie Ukraińskim, lecz także w Europie. Dobrą radą jest czytać mniej krótkich newsów, za to więcej dłuższych analiz i tylko ze sprawdzonych źródeł.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.