Starość jest kobietą

Rocznica rozlania się po świecie epidemii koronawirusa – jak można się było spodziewać – obrodziła w mniej lub bardziej fachowe publikacje i podsumowania. Wśród nich nie mogło zabraknąć takich, które koncentrowały się na skutkach, jakie Covid-19 wywoływał w życiu osób starszych. To niewątpliwie cenne i potrzebne, bo namysłu nad naszym życiem społecznym i jego poszczególnymi jednostkami nigdy dość. Sęk w tym, czy za namysłem idzie jakaś faktyczna zmiana.

Starość jest faktem

O tym, że świat się starzeje wiadomo nie od dziś. Szczerze powiedziawszy, tylko czekam, kiedy negacja starzenia populacji pojawi się wśród postulatów „płaskoziemców” i „plandemistów”. Przecież te naukowe pohukiwania, że jesteśmy świadkami kolejnej rewolucji demograficznej, a nasze, zachodnie systemy społeczno-gospodarcze nie są w stanie utrzymać narastającego obciążenia, to na pewno wymysł jakichś „Onych”, którzy będą chcieli zbić majątek na wmawianiu ludziom, że warto jest jak najdłużej pracować, że dobrze jest monitorować swoje zdrowie, że trzeba ustalić nowe systemy opieki, rent i emerytur … Można mieć tylko nadzieję, że dopóki temat ciągle nie jest zbytnio medialny, to nie wzbudzi zbyt szybko zainteresowania wyznawców spiskowych teorii dziejów .

W każdym razie ekspercka dyskusja o tym, co zrobić, by starość była godnym i sensownym etapem życia tak dla indywidualnego człowieka, jak i dla całego społeczeństwa trwa od kilkudziesięciu lat. Na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych pierwsze sugestie dotyczące praw osób starszych pojawiły się już w 1948 r. dzięki wysiłkom rządu Argentyny, a pierwszy oficjalny dokument dotyczący tej tematyki wydano dwa lata później (był to raport „Welfare of the Aged: Old Age Rights„). Ale prawdziwy wysyp zainteresowania tą tematyką przypada na pierwszą dekadę XXI w. Tysiące publikacji, raportów, planów, programów, w których „starość” odmienia się przez wszystkie przypadki, powstało na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat (jeśli ktoś nie wierzy, polecam wpisać „ageing” w wyszukiwarce dokumentów Komisji Europejskiej, WHO czy ONZ). Cóż jednak z tego, skoro mimo szeroko zakrojonych działań promocyjnych Unii Europejskiej i innych światowych organizacji, mimo coraz częściej pojawiającej się nazwy „polityki senioralnej” na ustach decydentów, starość wciąż jest medialnie nieatrakcyjna albo zakłamywana?

Jeśli senior, to tylko aktywny

W naukowym świecie przeszliśmy ewolucję od walki o prawa osób starszych (np. do ubrania, do godnych warunków zamieszkania, do troski o zdrowie psychiczne itp.) do popularyzowania koncepcji, które – obejmując całokształt życia człowieka – mają wpływać na zmianę postrzegania starości w społeczeństwie. Od tej negatywnej do pozytywnej. Takie koncepcje jak „aktywne starzenie” w zamyśle mają przynosić obopólne korzyści: zdrowszy, bardziej produktywny i konsumujący obywatel, to zawsze potencjał, który – nawet jeśli nie przyniesie państwu czy firmie wymiernych dochodów, to może chociaż zbytnio nie obciąży ich systemów. A gdy jeszcze podziała w wolontariacie, to może nawet na coś się przyda. Coś kupi, z jakichś usług skorzysta, przyczyni się do powstania jakiejś innowacji. Taki senior ma szansę pojawić się na ekranie naszych smartfonów. Sęk w tym, że starość nigdy nie była i nie będzie sielankowa. Ot, natura człowieka, że chociaż rzeczywiście coraz dłużej i zdrowiej żyjemy, to jednak prędzej czy później dopadną nas starcze ograniczenia. I o ile jeszcze o klubach seniora, gero-youtuberach czy andragogicznych nowinkach technologicznych chętnie poczytamy, to już o opiece paliatywnej czy domach starości niekoniecznie. A to też jest starość. Starość, która może dotyczyć Ciebie, Twojego Rodzica lub Sąsiada.

Kościół a starość

W ostatnich miesiącach Kościół próbuje, śladem papieża Franciszka, nagłośnić tematykę starzenia się i postrzegania starości jako daru i pomysłu Pana Boga. I bardzo dobrze! W wymiernym świecie zysków i strat, bitów i danych bardzo łatwo przecież zgubić samego człowieka – zwłaszcza tego, który jest zniedołężniały, nieporadny, nieelastyczny. Tego, który nie reaguje na magiczne zaklęcia – ani polityków, ani ekspertów – i nie staje się ani produktywny, ani racjonalny na zawołanie. Ale nawet jeśli w większości publikacji poświęconych osobom starszym, podkreśla się ich rolę, godność i wartość, to, patrząc na praktykę naszego funkcjonowania, można mieć wrażenie, że to tylko poprawna, aksjologiczna pozłotka, za którą nie idzie realna treść. Kościół ma swoje argumenty, by tę treść wypełnić znaczeniem.

W wydanym w lutym 2021 dokumencie Papieskiej Akademii Życia („Old age: our future„, tł. „Starość: nasza przyszłość”) nie brakuje wskazówek, które dla chrześcijan mogą/powinny być przyczynkiem do gruntownej refleksji: czy dostrzegamy, że troska o osoby starsze jest wyrazem naszego miłosierdzia i świadczy o jakości naszej solidarności? Czy doceniamy znaczenie historycznych korzeni i tradycji w naszym osobistym rozwoju? Czy starość jest dla nas błogosławieństwem czy przekleństwem? Czy starczą słabość potrafimy postrzegać przez pryzmat duchowy: jako lekcję pełnej zależności od Boga? W podobnym tonie w grudniu 2020 r. wypowiadały się Konferencja Episkopatów Unii Europejskiej (COMECE) oraz Federacja Stowarzyszeń Rodzin Katolickich w Europie (FAFCE), które wskazywały, że osoby starsze, przekazując do społeczeństwa nie tylko osobistą wiedzę i doświadczenie, lecz także wartości, wiarę i nadzieję, budują prawdziwie pluralistyczne społeczeństwo.  Jednocześnie wskazywano, że są to ci nasi bracia i siostry, którzy w dzisiejszych czasach doświadczają dyskryminacji i samotności w bezpośredni sposób. I pytano: czy potrafimy to dostrzec? No właśnie. Potrafimy?

Namysł nad tymi kwestiami w zabieganym świecie nękanym nieustanną kakofonią skandali i cierpienia wydaje się bardzo powierzchowny. Kościół staje więc przed ogromnym zadaniem. Ma naukę i doświadczenia, które mogłyby pomóc poszerzyć refleksję nad starzeniem o niezwykle ważne, ale – nie oszukujmy się – chętnie pomijane kwestie aksjologiczne. Sęk jednak w tym, czy i jak tego zadania się podejmuje? Osobiście nie mam potrzeby wysłuchiwania specjalnego listu Episkopatu poświęconego osobom starszym. Ale ucieszyłabym się, gdyby nasi księża czy publicyści katoliccy częściej podejmowali tematy związane z całokształtem naszego cyklu życia (a nie tylko z prokreacją), które uwrażliwiałyby nasze serca do małych, prozaicznych, ale szalenie istotnych dla budowania społecznych więzi gestów (np. do rozmów czy spędzania czasu z naszymi babciami, dziadkami, rodzicami czy starszymi sąsiadami). Marzę też o tym, by nasi duszpasterze mówili o starości tak, by nie utrwalać stereotypów, a jednocześnie nie pozwolić marginalizować tych, którzy jako seniorzy są w dużej mierze niesamodzielni i bezbronni. Zwłaszcza, że … starość jest kobietą.

Feminizacja starości

Dla demografów i gerontologów ten fakt jest jasny jak słońce. Statystycznie kobiety żyją dłużej niż mężczyźni i to one najczęściej muszą zmagać się z konsekwencjami ubóstwa, samotności i zniedołężnienia, których doświadczają seniorzy jak świat długi i szeroki. Warto mieć to na uwadze, gdy w naszym wzburzonym społeczeństwie znowu pojawi się temat emerytur i wieku emerytalnego! Bo to, że kobiety zarabiają mniej i są bardziej narażone na biedę i wykluczenie ekonomiczne naukowo jest dobrze udowodnione. Kościół mógłby więc wiele zdziałać w tym obszarze, zakładając, że zechciałby zauważyć, że współczesna kobieta, to niekoniecznie tylko „babcia” otulona w chustę i przesiadująca w kościelnej ławce z różańcem w ręku.  To coraz częściej spragniona uznania i dostrzeżenia osoba, która musi borykać się nie tylko z opieką nad dziećmi/wnukami/starszymi rodzicami i pracą zawodową, lecz także z własnymi aspiracjami i pytaniami o sens życia. Jednocześnie to wciąż jest ta istota, którą Pan Bóg obdarzył wrodzoną empatią i skłonnością do oddawania życia – potencjałem, który jest wielkim darem dla całego społeczeństwa! Jednym zdaniem: istota wiecznie rozdarta… Czekam więc dnia, gdy mój kochany Kościół przestanie się tylko bronić „przed złym światem”, a zacznie gromkim głosem mówić o kobiecie jako o tej, która – ze swoimi siłami, emocjami, wrażliwością – jest darem dla społeczeństwa. Która jest skarbem. Która jest cenna, nie dlatego, że może urodzić dziecko, ale dlatego, że może wnieść w życie ŻYCIE. Od poczęcia po śmierć. Mam ogromną nadzieję, nie! – jestem głęboko przekonana – że jeszcze za mojego życia usłyszę na kazaniu, że nie można sprowadzać roli kobiet do rodzenia dzieci i odprawiania różańców. Bo kobiety są bożym odzwierciedleniem. I nie można ich roli ani talentów ograniczać, ale trzeba im pomóc się rozwijać. Niezależnie, czy kobieta ma 9, 59 czy 89 lat.

Perspektywy

W tym kontekście myślę sobie, że koronawirus mógł przynieść pewne dobro. Nie mam co prawda takiej pewności, jak członkowie Papieskiej Akademii Życia, którzy we wspomnianym wcześniej dokumencie napisali, że ” pandemia wzmocniła we wszystkich świadomość, że bogactwo lat jest skarbem, który należy cenić i szanować”. Wydaje mi się jednak, że „covid” nie pozwala nam tracić osób starszych z horyzontu naszej uwagi. I że powolutku zaczynamy dostrzegać, że seniorzy to nie jest jakaś jedna, homogeniczna grupa. A to już dużo. Od roku trwamy w rzeczywistości pewnego testu, który sprawdza nasze społeczeństwo, naszych polityków, nasze rodziny, na ile traktujemy osoby starsze jako równoprawnych członków społeczeństwa, na ile rzeczywiście szanujemy ich godność, doceniamy wartość, pielęgnujemy więzi, a na ile marginalizujemy. Odpowiedź nie jest i nie będzie jednoznaczna. Będzie indywidualna, tak jak indywidualne jest doświadczenie starzenia się każdego z nas. Obyśmy tylko potrafili wyciągać konstruktywne wnioski z lekcji, które zmaganie z koronawirusem nam daje. Świat bez więzi, może być piekłem na ziemi. Każdy z nas ma jednak moc, by osobiście temu zapobiec. Pytanie tylko, czy starczy nam determinacji i sił, by tę walkę podjąć? Wierzę, że tak. Byleby tylko ładować akumulatory w dobrym Źródle.

 

//Zdjęcie tytułowe: Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *