Starość w polityce

O polityce senioralnej zazwyczaj nie czyta się na pierwszych stronach gazet. Ale jeśli ktoś z Was jest już na emeryturze, ma rodziców/babcie/dziadków/sąsiadów na tym etapie życia, to być może zetknął się z takim określeniem. Bo od 2012 r. mamy w ministerstwie rodziny, pracy i polityki społecznej takowy departament, mamy też strategie, programy i konkursy, dzięki którym pod strzechy (przynajmniej urzędów gmin i miast) trafia tzw. koncepcja aktywnego starzenia.

Jak starzeć się, to tylko aktywnie

Nie jest to – wbrew sugestiom niektórych polityków – ani pomysł nowy, ani innowacyjny. Jeśli ktoś z Was przeanalizowałby dokumenty eksperckie rozmaitych międzynarodowych gremiów (od ONZ przez WHO po UE), to bez trudu zauważy, że właściwie od lat 50-tych XX wieku gerontolodzy pozostają zgodni, że człowiek powinien jak najdłużej pozostawać społecznie, zawodowo i fizycznie zaangażowany. Ma to prowadzić do polepszenia jakości jego życia, a przy okazji przynosić profity w polityce gospodarczej państwa (generowanie dochodów) i społecznej (zmniejszanie obciążeń budżetowych). Sęk w tym, że nie zawsze państwa czy społeczeństwa są na to przygotowane. Nierzadko brakuje instytucjonalnych możliwości ułatwiających pozostawanie aktywnym po przejściu na emeryturę, choć chyba największą zmorą w tym zakresie pozostają mity i stereotypy, jakie funkcjonują na temat ludzi starszych w każdym środowisku. „Mohery”, „Zgryźliwe tetryki”, „zabierz babci dowód” – znacie to? Takie określenia nie biorą się znikąd.

Nieoczywisty potencjał

Jednym z celów polityki senioralnej jest więc wspieranie zmiany postrzegania starości w danym społeczeństwie i tworzenie takich rozwiązań, które pozwolą osobom starszym dłużej pracować, rozwijać wiedzę i kompetencje społeczne, a przy okazji lepiej dbać o swoje zdrowie, portfel i bezpieczeństwo. W takim ujęciu emerytura ma być okresem, w którym człowiek może zrealizować swoje pasje i skoncentrować się na tworzeniu i umacnianiu więzi społecznych. Ten ostatni aspekt wydaje mi się najistotniejszy, ponieważ największą bolączką starości jest … samotność.

Im więcej mamy lat na karku, tym bardziej jesteśmy zachowawczy w naszych poglądach, tym trudniej nam się uczyć, tym gorzej funkcjonuje nasz organizm. Bywa, że nie chcemy zmian, marudzimy, boli nas coraz więcej, ręce i nogi nie są już tak sprawne, jak kiedyś, co sprawia, że z lubością koncentrujemy się na sobie. Taka jest biologia. Ale z drugiej strony starszy człowiek ma coś, czego nie ma nastolatek czy dwudziestolatek. Życiowe doświadczenie i czas. Zasoby, których tak naprawdę nie da się przecenić, choć ich potencjał nie jest oczywisty i zależy od zbyt wielu zmiennych.

Współczesna polityka społeczna stara się więc zachęcić ludzi, by po przejściu na emeryturę nie zamykali się w czterech ścianach swojego domu. Tworzy takie rozwiązania, które pozwalają jak najdłużej pracować i angażować się w życie społeczne, promuje profilaktykę zdrowotną, rozwija sieci współpracy. Wszystko po to, by człowiek z biegiem lat mógł być jak najdłużej niezależny.

Nie dla wszystkich seniorów

No dobrze, ale co w przypadku, gdy ktoś nie chce być aktywny? Albo po prostu najzwyczajniej nie jest w stanie. Tutaj zaczynają się schody. Polska polityka senioralna koncentruje się na aktywizacji osób w wieku okołoemerytalnym. I ten priorytet przysłania fakt, że w Polsce funkcjonuje wielu ludzi, którym np. uniwersytety trzeciego wieku wcale nie są do szczęścia potrzebne i którzy marzą o tym, by po prostu „wreszcie nic nie musieć”. Są też osoby w tzw. wieku sędziwym (po 80 roku życia). One pojawiają się w systemie tylko jako beneficjenci opieki społecznej i zdrowotnej, a i to bardzo rzadko jest przedmiotem społecznego namysłu. Ubiegłoroczne zawirowania wokół opiekunów dorosłych osób z niepełnosprawnościami pokazują, jak wiele potrzeba nam jeszcze społecznej wrażliwości, by mobilizować się wzajemnie do ochrony najsłabszych.

Rozmawiajmy. Już dziś!

Wrzucanie seniorów do jednego worka rozwiązań (choćby i najobszerniejszego) jest błędem. Starość ma zbyt wiele faz i etapów, jest też zbyt mocno powiązana z czynnikami indywidualnymi (historią życia, zdrowia, relacji, z cechami charakteru i temperamentu, otoczeniem, w którym się funkcjonuje). Ale o ile gerontolodzy to wiedzą, to na poziomie percepcji społecznej kwestia ta wydaje się być w najlepszym razie nieprzemyślana. A to przekłada się na to, że system opieki i wspierania osób starszych siłą rzeczy nie jest ani spójny, ani (w praktyce) wydajny. Choć oczywiście – biorąc pod uwagę nieuchronne demograficzne zmiany, które nas czekają – będzie w coraz większym stopniu obiektem zainteresowania nas, obywateli.

Warto, by już teraz polityka senioralna stała się tematem naszych rozmów. Byłoby fantastycznie, gdyby w takie dyskusje angażowali się zwykli Polacy, ale także, by głos w tej sprawie zabierali etycy, filozofowie, Kościół. Jestem głęboko przekonana, że nie da się tworzyć dobrej polityki, jeśli nie jest oparta ona na wartościach. A do tego trzeba namysłu nad godnością i wolnością człowieka. Oho, już widzę, jak niektórzy z Was przewracają oczami. Po co nam takie dyskusje, skoro one nie niosą odpowiedzi na (ważkie skądinąd) pytania o dziurę budżetową czy brak miejsc w szpitalach? Ano po to właśnie, by tworzyć politykę, w której podmiotowość człowieka nie jest frazesem, a istotą, wokół której tworzy się praktyczne rozwiązania. Bez refleksji nad tym, co ważne, nad pojęciami wychodzącymi poza horyzont „zysku” i logiki wyborów, nie da się dobrze dbać o dobro wspólne. I sprawiać, że miejsce na ławce życia znajdzie się dla każdego.

 

 

//Zdjęcie tytułowe na stronie głównej pochodzi z serwisu Pixabay.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *