11 lat razem – czyli rzecz o świętowaniu

27 września minęło 11 lat naszego małżeństwa. Rocznica, którą celebrowaliśmy z wielką radością i wdzięcznością. Jak wszystkie pozostałe zresztą.

Czego się wstydzić?

Pamiętam swoje zmieszanie, kiedy trzy lata po ślubie wylądowaliśmy z Najlepszym z Mężów na weekendzie dialogowym prowadzonym przez Ruch Spotkań Małżeńskich, gdzie wybraliśmy się, bo chcieliśmy w ten sposób rozpocząć celebrowanie naszego sakramentalnego tak. Na miejscu okazało się, że nie dość, że jesteśmy najmłodszą stażem parą (większość miała 15/20/30 lat za sobą), to jeszcze znaczna część uczestników patrzyła na nas jak na ufo, kiedy przyznaliśmy, że przyjechaliśmy tam bez szczególnego celu, po prostu chcąc spędzić spokojny czas na rozmowie ze sobą i z Panem Bogiem. Początkowo czułam się z tym nieswojo, ale po chwili zastanowienia dotarło do mnie, że … przecież nie mamy się czego wstydzić!

Nie tylko okrągłe!

Bardzo łatwo jest zaniedbać relację. Nie tylko w dzisiejszym, zabieganym świecie. Myślę, że podstępność złego w rozdzielaniu ludzi, oddalaniu ich od siebie, zobojętnianiu na drugiego – jest uniwersalną taktyką charakterystyczną dla wszystkich czasów. Nam od początku naszego wspólnego życia bardzo mocno towarzyszyła świadomość, że małżeństwo nie jest dane, a zadane. Że to jest coś, o co nieustannie trzeba się troszczyć i dbać. Pewnie, że w sakramencie Pan Bóg przychodzi do nas z łaską, co niesłychanie ułatwia pielęgnację małżeńskiej więzi, ale, no, nie oznacza to, że za nas sam wszystko zrobi. Świętowanie rocznicy ślubu od początku jest więc dla nas nieodzownym punktem w kalendarzu i fantastycznym sposobem na odświeżenie swojego związku.

No bo po co czekać na Srebrne czy Złote Gody z celebrowaniem swojego małżeństwa? Czy naprawdę druga rocznica ślubu jest mniej ważna niż dwudziesta? Przecież cieszymy się tym samym wspomnieniem i tym samym faktem – tego, że jesteśmy razem, a nasza Miłość trwa. A może właśnie uczczenia początku wspólnej drogi potrzeba, by w ferworze codzienności uświadomić sobie, jak cennym skarbem jest nasza więź i … tak po prostu się nim zachwycić.

Świętować, ale jak

Każde małżeństwo i każdy człowiek jest inny. Dlatego sposobów świętowania może być tyle, ile ludzi i związków. My wymyśliliśmy sobie własne tradycje, które pomagają nam w celebrowaniu rocznic ślubu.

  1. Msza

Oczywista oczywistość. Skoro świadomie zdecydowaliśmy się na związek sakramentalny, to wiadomo, że w rocznicę nie może zabraknąć wizyty u Źródła. To On nas nieustannie uczy, jak kochać i Jemu jesteśmy wdzięczni za ten dar Miłości, który nas nieustannie zachwyca. Staramy się przy tym, by Eucharystię w naszej intencji przeżywać we wspólnocie Bliskich nam osób. Bo aż nazbyt dobrze wiemy, jak bardzo potrzebujemy modlitewnego wsparcia innych, by to, co jest między nami rozwijało się, a nie karłowaciało. Tak. Jestem o tym głęboko przekonana, że małżeństwo do wzrostu potrzebuje Dobrych Ludzi wokół siebie.

2. Czas dla siebie

Nasze rocznice przeżywają z nami nasze dzieci, rodzina, przyjaciele i znajomi. Ale zawsze, ale to zawsze dbamy o to, by w Tym Dniu mieć czas tylko dla siebie. Czasem na spacer, czasem na wyjście na lampkę wina do restauracji, czasem na poleżenie na kanapie. I nawet nie chodzi o to, by o czymś konkretnym rozmawiać. Nie. Czasem więcej radości i cichego poczucia szczęścia przynosi potrzymanie się za ręce w zgodnym milczeniu. Grunt, żeby ten czas czasowi wyrwać.

3. Listy

Co roku piszemy też do siebie listy. Nie sms-y, nie mejle, ale właśnie listy. Na papierze, piórem, o tym, co mamy w sercach w tym dniu. Listy powstają zazwyczaj przez kilka dni poprzedzających rocznicę. Nie zawsze są przepełnione szczęśliwymi wspomnieniami z mijającego roku. Czasem są w nich troski, smuteczki, zwątpienia, ale nigdy, ale to nigdy nie brakuje w nich wdzięczności i słów Miłości. Najlepszy z Mężów nie należy do zbytnio gadatliwych osób, więc tym bardziej wzruszam się, kiedy czytam zdania, w których w typowy dla siebie, rzeczowy i konkretny sposób pisze mi o swojej miłości i o tym, jak postrzega mnie. A krótsze listy „uzupełnia” bukietem moich ulubionych kwiatów 😉

4. Sesja ślubna

Co roku wbijamy się też w nasze ślubne stroje i robimy sobie rocznicową sesję. Po co? Nie, nie dlatego, żeby sprawdzić, czy się jeszcze mieścimy, choć oczywiście jest to jakiś dreszczyk emocji (będąc w siódmym miesiącu ciąży trudno było oczekiwać, że się zmieszczę, co – swoją drogą – nie przeszkodziło nam zdjęć zrobić. Tyle, że jako modelka, nie odwracałam się tyłem do obiektywu ;)) Są właściwie trzy powody, dla których to robimy. Po pierwsze, bo wyjątkowe okazje potrzebują wyjątkowego stroju. Suknia i garnitur ślubny są naszym wehikułem czasu, który w jednym momencie przenosi nas do Tamtego Dnia. Przypominają nam ekscytację, wzruszenia, radości, zachwyty, jakie były naszym udziałem tamtego dnia (do końca życia nie zapomnę rozpromienionego wzroku Najlepszego z Mężów, gdy po raz pierwszy zobaczył mnie w sukni ślubnej!). Po drugie, te stroje są dla nas pewnym symbolem. Tego, że połączyła nas Miłość czysta i niezwyczajna. I że o tę niewinność i wyjątkowość powinniśmy w naszym związku szczególnie zabiegać. No i po trzecie, taka sesja bywa też … świadectwem i pretekstem do ciekawych rozmów. Przede wszystkim dla naszych dzieci, ale niemal co roku zdarzają nam się niezapomniane wymiany zdań z zupełnie obcymi ludźmi. Wiadomo, widok pary młodej w parku z fotografem jest dość powszechny. Ale już zaawansowana w wieku para w strojach ślubnych, która ustawia sobie aparat na stojaku, a wokół krąży roześmiana trójka dzieci – to musi intrygować. Wariaci, albo szaleńczo zakochani. Wybór należy do ciebie 😉 Podejdź, zapytaj, porozmawiaj.

Album roczny

A skoro już przy zdjęciach jesteśmy, to nasza rocznica otwiera też nowy „tom” kroniki rodzinnej. Co roku w oktawie rocznicy przeglądamy zdjęcia z minionego roku, wybieramy kilka najfajniejszych z każdego wydarzenia, wywołujemy je i wklejamy do albumu. W ten punkt programu coraz mocniej angażują się dzieci i – szczerze mówiąc – z roku na rok zabiera nam coraz więcej czasu (raz, że zdjęć w ciągu roku zbierają się miliardy, a dwa, że mamy bardzo dużo frajdy z pisania do nich komentarzy). Jest to świetna okazja, by wspólnie pośmiać się, czasem wzruszyć, zobaczyć, jak się zmieniamy my, nasza rodzina i przyjaciele, by porozmawiać o tym, co za nami, a co przed. Nie mówiąc już o tym, że pomaga nam to utrzymać porządek w domowym komputerze 😉

W tym roku z racji przeprowadzkowego chaosu za album jeszcze się nie zabraliśmy (dysk ze zdjęciami nadal stoi w pudle). Ale to nic. Będzie okazja, by przedłużyć celebrowanie jeszcze o kilka dni. Na pewno nam to nie zaszkodzi. Spokojnych, dobrych chwil przecież nigdy dość, prawda?

 

// Na zdjęciu na stronie głównej – my jako ośmiolatki w obiektywie Bartka Wyrobka 🙂

3 thoughts on “11 lat razem – czyli rzecz o świętowaniu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *