Dla tych, co sfrustrowani – przeżyjcie Triduum!

Przytłoczenie. To słowo, które od dłuższego czasu definiuje nasze życie rodzinne. Mimo usilnych starań kakofonia nieustających potrzeb naszych pociech, obowiązki zawodowe, choroby i ciągłe niespodziewane trudności sprawiają, że trudno nam złapać oddech. Nawet jeśli przez ostatnich 40 dni z uporem maniaka walczyliśmy o jego normalizację 😉 Trudne to i – szczerze mówiąc – nieco frustrujące.

Ale też tym większe w nas przekonanie, że bardzo potrzebujemy bliskości naszych najbliższych (Wielki Czwartek), odważnego spojrzenia naszym lękom w oczy (Wielki Piątek) i ciszy (Wielkiej Soboty). Bo patrzymy na Jezusa i pierwsze, co dziś przychodzi nam do głów to to, że …On też był przytłoczony. Powołaniem, w które wpisany był krzyż, niepewnością co do przyszłości, rozemocjonowanym tłumem, błaganiami potrzebujących, nieprzyjaznymi spojrzeniami, niesprawiedliwością… Dużo tego. Wszystko to Go jednak nie przygniotło, ale ostatecznie pozwoliło zwyciężyć wszelkie zło i śmierć. Dlaczego?

Obyśmy znaleźli w sobie odwagę i samozaparcie, by prawdziwie zawalczyć o czas na szukanie odpowiedzi na to pytanie. Życzę tak Wam, jak i sobie – takiego zanurzenia w liturgię Triduum, by na nowo odkryć w sobie źródło tej Miłości, która jest cierpliwa, łaskawa, nie szuka swego, nie pamięta złego, wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję. Niech nasze serca prawdziwie przemieni radosne Alleluja.

 

Fot. Pixabay

3 thoughts on “Dla tych, co sfrustrowani – przeżyjcie Triduum!

  1. Też czuję się nieraz sfrustrowana. Chciałabym przeżyć te Triduum, ale nie wiem jak to zrobić przy rocznym dziecku i dwójce starszych…

    1. Rzeczywiście przy małych dzieciach trudno jest przeżywać Triduum w sensie samego uczestnictwa w liturgii. Mnie osobiście dużo daje wypatrywanie „Triduum” w mojej codzienności – ogromnie mnie ujmuje, że ta trzydniowa liturgia jakby obejmuje to, co dzieje się w domu. Kiedy więc nie mogłam iść z marudzącym roczniakiem do kościoła, to w domu czytałam czytania i próbowałam dostrzegać sens poszczególnych znaków w naszym otoczeniu (służbę, pokorę, cierpienie, oddanie, miłość itd.) i w ten sposób je przeżywać w łączności z Kościołem. Dużo sił życzę!

      1. Na wczorajszej liturgii, w której uczestniczyłam (a właściwie we wprowadzeniu do niej, świetny pomysł swoją drogą!) była mowa o umywaniu nóg dziejącym się w naszej codzienności, wobec dzieci, współmałżonków, w ogóle bliskich.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *