Najtrudniejszy pierwszy krok. Duchowy :)

Kojarzycie może takie ogłoszenia parafialne, w których ksiądz – zazwyczaj na jednym wdechu z informacją o „liturgicznym wspomnieniu świętej Perpetui” i „zbiórce na remont ołtarza” – przypomina, że „w dniach takich a takich odbędzie się pielgrzymka, zapisy tu i tu, a tych, którzy nie mogą uczestniczyć w niej osobiście, zachęca się do duchowego włączenia w ten trud”? Osobiście przez wiele lat zatrzymywałam się na pierwszym członie tego zaproszenia. Kodowałam w głowie, od kiedy zapisy i zaczynałam planować, komu trzeba dać znać, że ruszają. Reszta zdania zupełnie mi umykała. Aż nadszedł czas, gdy wybranie się na pielgrzymkę przestało się mieścić w moim wakacyjnym harmonogramie.

Nie tylko dla babć

Pielgrzymowanie przez lata było dla mnie fundamentalnym doświadczeniem Kościoła, który żyje i jest nieustannie w drodze. Na szlaku doświadczałam radości, wzruszeń i cierpienia. Nosiłam do Częstochowy i błagania, i dziękczynienia. Lubiłam ten czas wśród ludzi, gdzie modlitwa przeplatała się z rozmowami, a wysiłek wyczerpywał i … budował. Ale życie zakrakało 😉 Malutkie dzieci plus cały rok aktywnie w kościele plus ograniczony wymiar urlopu … Tęskno mi było, owszem, no, ale nie na tyle, by się zmotywować do pójścia.

I wtedy pomyślałam o duchowym pielgrzymowaniu. Choć trzeba przyznać, że na początku podeszłam do tematu jak do jeża. Nie wiedzieć czemu założyłam, że to kolejna forma nabożeństwa, w której – kochane skądinąd – staruszki schodzą się do kościoła na poranną mszę w intencji pielgrzymów i potem między paciorkami różańca odprawiają drogę krzyżową, lamentując w międzyczasie gorzkie żale. Tak, tak. Wspominałam coś o stereotypach? Nie? Uwaga! One są wszędzie 😉 Panoszy się ta zaraza niczym demony, które tylko czekają, by odwieść człowieka od modlitwy.

Duchowe pielgrzymowanie dla początkujących

Są różne powody dla których ludzie pielgrzymują. Jedni idą w konkretnych intencjach, inni w celach towarzyskich, jeszcze inni dla sportu. Wszystkich łączy to, że podejmując decyzję o drodze, muszą zgodzić się na wysiłek. I określić cel. A tym – w ostatecznym rozrachunku – jest zawsze zbliżenie do Boga. Nie inaczej jest w przypadku duchowego pielgrzymowania.

Warto zauważyć, że w ostatnich latach ta forma bardzo się rozwinęła. Coraz częściej można spotkać zapisy na duchową pielgrzymkę, której uczestnicy otrzymują specjalny pakiet pielgrzyma, a w nim materiały do rozważania na każdy dzień drogi i liturgię godzin. Czasem któraś parafia dorzuci mapkę z uczynkami miłosierdzia na każdy przystanek albo przewodnik, w którym opisane są poszczególne sanktuaria odwiedzane po drodze. Naprawdę warto z tego skorzystać. Są nawet takie pielgrzymki, które mają swoje wejścia na antenę w lokalnym radiu. A w dobie internetu nie ma też problemu, by uczestniczyć w pielgrzymkowych konferencjach czy modlitwach, choć zazwyczaj dla duchowych pielgrzymów przewiduje się specjalne spotkania każdego wieczoru, by na Eucharystii doświadczyć fizycznej wspólnoty. Zazwyczaj też w dniu wejścia danej pielgrzymki do Częstochowy organizowany jest przejazd, by wszyscy w jedności mogli zakończyć drogę.

Dlaczego warto

W zabieganym świecie trudno zwolnić i znaleźć równowagę. Pielgrzymka to wyjątkowy czas, który daje ci tę możliwość. Bo rządzi się ona swymi prawami. Zmusza do pobudki o świcie i wczesnego pójścia spać. Ma swoje stałe punkty „programu” (godzinki, różaniec, anioł pański, koronkę do Bożego Miłosierdzia, mszę) i ten harmonogram porządkuje cały dzień. Podczas duchowej pielgrzymki możesz zrobić dokładnie to samo: nadać sobie rytm – rytm inny niż na co dzień, ograniczony do tygodnia/dwóch, ale przeżywany świadomie jako czas wyjątkowych rekolekcji. I zobaczysz, jak wiele ładu robi się w sercu, gdy poświęcisz czas na modlitwę.

Oczywiście nie wygospodarujesz czasu, jeśli nie podejmiesz decyzji, że chcesz na pielgrzymi szlak wyruszyć. Tylko do tego warto dołożyć sobie intencję lub – jak kto woli: motywację. Po to, żeby każdy krok był jak najbardziej świadomy i by mieć podręczny rewolwer, gdy zły zacznie podsuwać zniechęcające myśli (a prędzej czy później zacznie). Warto też przed wyruszeniem na duchowy szlak gruntownie sobie sprawę przemyśleć i takie pielgrzymowanie odpowiednio w sercu docenić. Sama ciekawość (jak to jest) raczej nas nie obroni przed marazmem i zwątpieniem, czy warto. Dlatego zanim wyruszysz, znajdź w sobie odpowiedź na pytanie, dlaczego duchowe pielgrzymowanie jest sensowne.

Ćwiczenie z empatii

Mnie osobiście do duchowego pielgrzymowania przekonał człowiek, a właściwie świadectwo tych, którzy tę formę drogi od lat wybierają. Polecam więc wysilić się i pomyśleć o ludziach, dla których duchowa pielgrzymka to jedyna dostępna forma wyjścia z domu. Pomyśleć nie jak o abstrakcyjnych bytach, tylko jak o osobach z krwi i kości. Zobaczyć ich twarze. Chorych przykutych do łóżka. I ich opiekunów przytłoczonych codziennością. Zmęczonych, słabych, schorowanych starszych ludzi. Więźniów. Warto im wszystkim się dobrze przypatrzeć. Na pielgrzymce jesteśmy wszyscy dla siebie. Więc może na duchowym szlaku spotkasz kogoś, kto ci zaimponuje hartem ducha albo stanie wzorem pobożności? A może zobaczysz kogoś, kto potrzebuje twojej pomocy?

Nie będzie łatwo

Podczas pielgrzymki doświadczałam zmęczenia, znużenia, irytacji, frustracji. Choć w danym momencie były to uczucia przykre, to dużo „lepiej” otwierały mnie na drugiego człowieka i na Pana Boga. Pokazywały miejsca w sercu, które wymagają oczyszczenia, zmuszały do milczenia i realnej walki z egoizmem, a także (a może przede wszystkim) do … proszenia o pomoc. Nie inaczej jest przy duchowym pielgrzymowaniu. Spróbuj przez tydzień wstawać dwie godziny wcześniej niż zwykle, by odmówić sobie jutrznię, a potem być miłym, serdecznym i pełnym energii dla swoich bliskich lub kolegów w pracy. Jestem przekonana, że najpóźniej trzeciego dnia przyjdzie zniechęcenie. To uczy pokory. I wytrwałości. W takich momentach dobrze przypominać sobie, że tylko doświadczając słabości, mamy szansę poczuć, jak bardzo Bóg nas kocha.

Ramię w ramię

Duchowo pielgrzymuję od niedawna. To, co mnie osobiście bardzo pomaga w przeżywaniu tego czasu, to łączność z konkretnymi osobami, które zmierzają do danego celu. Kiedy zadzwoniła do mnie przyjaciółka z prośbą o wsparcie, bo wyrusza do Częstochowy, a niesie tam sporo trudnych spraw, wiedziałam, że będę jej towarzyszyć. Idziemy więc razem, niosąc duchowo jej chorego męża. Ona zdziera pięty, ja opuszki na różańcu. Codziennie przysyła mi zdanie, które ją w danym dniu dotknęło. A ja, wydzierając czas w domowej bieganinie, staram się konkretną modlitwą wesprzeć jej wysiłki i intencje.

I wiecie co? Jak to na pielgrzymkach bywa – ni stąd ni zowąd z każdym dniem czuję się coraz bardziej przemieniona. Chociaż fizycznie nie przeszłam ani jednego kroku w tej drodze.

 

//Zdjęcie tytułowe na stronie głównej pochodzi z serwisu Pixabay.com

 

 

 

One Comment

  1. Ppp

    Skoro jesteś zdrowa, a problemem jest czas – po prostu pojedź pociągiem czy autobusem. Też się trochę zmęczysz, będziesz na miejscu, a zamiast dwóch tygodni wystarczą dwa-trzy dni. Wciskanie dodatkowych modlitw czy rozważań w normalne dni, kiedy czasu i tak jest za mało, po prostu nie ma sensu.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *